Na IV „Pamiątkach” zobaczyliśmy premierę „Przesłuchanie człowieka”. Oto Przemysław Gintrowski zbudził się w przedsionku tamtego świata, a w kolumnie niebiańskiego blasku czekał na niego Anioł… Rozmowa Artysty (w tej roli Przemysław Tejkowski, aktor i reżyser spektaklu) z nadprzyrodzoną „substancją” (Adrianną Kieś), trochę zmysłowa, trochę mistyczna, krąży między anegdotą a metafizyką, a niebiańskie „łącza” sprawiają, że bohaterami dramatu stają się widzowie. Czy Anioł zawiedzie duszę Gintrowskiego do raju, czy może stanie się coś wręcz przeciwnego… Duet Tejkowski – Kieś wykreował pełne życia postacie, mistrzowskim aktorstwem i wspaniałym śpiewaniem dowiódł, że w naszych zepsutych czasach możliwy jest jeszcze teatr dostarczający szlachetnych wzruszeń, teatr, który pięknie wypowiada proste prawdy.

Zapraszamy na rozmowę z Przemysławem Tejkowskim, reżyserem i aktorem spektaklu „Przesłuchanie człowieka”.

Herberta spijałem z ust Gintrowskiego. 

– Na tegorocznych „Pamiątkach” Gintrowskiego zaprezentował Pan swój spektakl pt. „Przesłuchanie człowieka”, ale to nie był pierwszy Pana pobyt w Kołobrzegu na przeglądzie. W roku ubiegłym wydał Pan płytę Gintrowskiego „Raport z oblężonego miasta”. Czy można powiedzieć, że jest Pan fanem twórczości barda? Co się na to złożyło?

– Nie, nie jestem fanem. Ale tylko dlatego, że idol i fan to dla mnie słowa nie ze świata Gintrowskiego. Pasują mi bardziej do rozrywki, do muzyki pop. A w przypadku naszej relacji lepiej mówić o mistrzu i wielbicielu. Jestem więc wielbicielem.

– Czy pamięta Pan ten moment w swoim życiu w którym po raz pierwszy zetknął się z piosenkami Gintrowskiego?

– To był początek lat osiemdziesiątych. Jeśli chodzi o  muzykę, piosenki, nie byłem w najgorszej sytuacji. Perfect, Maanam, Lombard, Republika, a z drugiej strony słuchana bez przerwy przez mojego Tatę Ewa Demarczyk serwowały mi, mojemu pokoleniu kapitalne utwory z dobrymi tekstami. To nie były bezmyślnie wchłaniane kawałki. To trafiało do serca i kształtowało, uczyło myśleć samodzielnie. Rok karnawału „Solidarności” ( miałem wtedy 12/13 lat, ale wychowywany byłem w domu, w którym Wolna Europa, Głos Ameryki, BBC i ciągłe psioczenie na komunę były codziennością, byłem więc jak na swój wiek świadomy ) przyniósł do domu kasetę z festiwalu w gdańskiej Olivii. Żeby było śmieszniej, wszystkie te kawałki już w stanie wojennym, przegrywał ( dwa Grundigi i łączący je kabel ) ode mnie zomowiec, którego mama ściągnęła z ulicy do malowania mieszkania. Historia na film. A od tych nagrań z Olivii do Kaczmarskiego i Gintrowskiego było już niedaleko. Przegrywaliśmy, oczywiście pokątnie, pozyskiwane nie wiadomo skąd kasety z ich utworami. Mam zwyczaj zasypiania przy muzyce. Zasypiałem z tymi piosenkami, a apogeum  ich słuchania to końcówka liceum i początek studiów. Pamiętam, że na pierwszym roku PWST „Powrotu” słuchałem tysiące razy. Nie wiem, jakim cudem głowica w magnetofonie się nie zatarła. To był rok 1986.

– Czy można powiedzieć, że Herbert i Gintrowski to są dla Pana dwie ważne postaci w życiu?

– Nie można powiedzieć inaczej. Oczywiście, by oddać sprawiedliwość całej legendarnej trójce ( Jacek, Zbyszek, Przemek ), zaczęło się od nich wszystkich. Im dojrzalej ich słuchałem, tym bardziej ceniłem też pewną osobność Gintrowskiego. Zaczęło się od odbioru ich i jego twórczości na poziomie walki z komuną. Przerodziło się w kontemplowanie najprostszych i najtrudniejszych życiowych prawd i tajemnic. I jako takie trwa.

Herberta spijałem z ust Gintrowskiego jako szesnastolatek, nie wiedząc, że to Herbert. I tu wielkie podziękowania dla Pana Zbigniewa za to, że zgodził się być „tekściarzem” Gintrowskiego.

Czy są ważni? Są pośród najważniejszych. Do najważniejszych pojęć mojego życia poznanych w szkole, rodzinie i Kościele oni dołożyli swoje. I uczynili mnie tym, kim jestem. Dość przypomnieć, że z czterech autorskich spektakli, które gram, trzy są związane z Nimi. „Ostatnie tango z Herbertem” – Herbert, „Przesłuchanie człowieka” – spektakl o Gintrowskim. „A ponad ziemią z kulami latały brylanty” – rzecz o Baczyńskim. A Baczyński to jeden z mistrzów Herberta. Jest więc to taki cudownie zaklęty krąg. Czwarty spektakl to monodram o Rotmistrzu Pileckim – On jest poza konkurencją.

No i warto wspomnieć, że nie byłoby mojego dzisiejszego życia, mojego dzisiejszego tworzenia, gdyby nie Herbertiada. Dzięki niej i zachęcie Jacka Pechmana, po siedmiu latach wróciłem do aktorstwa. Do najpiękniejszego zajęcia w Kosmosie. Tak więc Herbert, Gintrowski, Herbertiada, to nie tylko słowa. To realny wpływ na moje życie. A niektóre słowa Herberta są wyznacznikiem mojego etosu i moralności.

– Czy Herbert i Gintrowski mogą być atrakcyjni dla młodego pokolenia zapatrzonego w konsumpcjonizmi wygodne życie?

– Muszą, jeśli ten świat nie ma do końca zejść na psy. Ale jestem dobrej myśli. Wiem, że każdy człowiek potrzebuje dobra i mądrości. Jesteśmy tym, co jemy. I tu wielka rola i odpowiedzialność dorosłych. Rodziców, wychowawców. Ja staram się robić swoje. W myśl czterech wersów Kaczmarskiego:

A ty siej, a nuż coś wyrośnie

A ty to co wyrośnie zbieraj

A ty czcij, co żyje radośnie

A ty szanuj to co umiera”.

Nadzieję daje mi to, że młodzi ludzie z uwagą przyjmują treści płynące z moich spektakli.

-Dziękuję za rozmowę.

Fot. Przemysław Tejkowski w spektaklu „Przemysłuchanie człowieka”. Autor: Jerzy Błażyński

Źródło: Organizator Ogólnopolskiego Przeglądu Twórczości Przemysława Gintrowskiego w Kołobrzegu

 

Pin It on Pinterest

Share This